Pszenica Sandomierka
Piszą o nas w tygodniku rolniczym, zapraszamy do lektury [link]
Ziarno, które powróciło — opowieść o Sandomierce
Jeszcze niedawno nikt by nie pomyślał, że stary gatunek pszenicy, mający pamiętać czasy króla Kazimierza Wielkiego, opisywany w legendach, duma naszego regionu – wyparty przez nowoczesność, niemal zapomniany, odzyska prawo do życia. A jednak: Sandomierka wraca na pola, wraca do świadomości, staje się symbolem tego, co można odtworzyć, jeśli się chce. I to nie tylko z nostalgii — ale z przekonania, że lokalne odmiany mają coś do powiedzenia światu, który z czasem zatraca pamięć i być może smak…
Na początku była Praga — 132 ziarna i wielka nadzieja
To historia, jak ziarno znika, ale bywa też odnajdywane. Pszenica Sandomierka wygasła w uprawach około końca lat 60-tych, pokonana przez coraz to bardziej nowoczesne i zmodyfikowane odmiany, wydajnych, mocnych ziaren.
W 2021 roku, dzięki wnioskowi Grześka Świtalskiego, jeszcze wtedy, będąca ledwo w naszej wyobraźni i zamyśle, Fundacja „Sandomierka”, pozyskała z Banku Genów w Pradze 132 ziarna legendarnej odmiany. Spośród nich wykiełkowało zaledwie 19, z czego, jak się później okazało – tej właściwej było tylko 15 roślin.
Moment zasiewu, już sam w sobie zasługuje na oddzielny wiersz. Każde ziarno to próbka pamięci. Każdy kiełek to możliwy powrót. Ale jeszcze przed nami była próba odwagi i selekcji.
Gdy rośliny rosły, akademicka diagnostyka wszczęła alarm: niektóre szeregi nie były zgodne z genetyką oryginalnej Sandomierki. Poproszono, by usunąć cztery rzędy — bo choć były zielone, wzrastały i pewnie dałyby ziarno — to mogły pokrzyżować czystość genetyczną projektu.
Takie momenty pokazują, że renesans starego ziarna to nie tylko baśniowe wyobrażenia o sukcesie przedsięwzięcia — to też pilna dbałość, rygor, pełna gotowość, by ocalić to co oryginalne.
Pola, badania, kłosy — kiedy Sandomierka wstaje
Gdy patrzę dziś na pola, myślę: to nie jest replikowanie przeszłości, to budowanie przyszłości z korzeniami. Ziarna z Pragi przeszły selekcję, pojawiły się kolejne zasiewy. W tym roku odbyły się już czwarte żniwa. To znak, że projekt nie zamiera, za to rośnie, nabiera sił.
Testy prowadzone sią nieustająco. W Instytucie Genetyki, Hodowli i Biotechnologii Roślin (prof. dr hab. Sylwii Okoń) na Uniwersytecie Przyrodniczym w Lubinie przebadano rośliny. Wyszło, że zawierają znaczny stopień tzw. „pra ziarna”, że mają cechy populacyjne, i że nie są po prostu dziwaczną rośliną ogrodniczą, ale genetycznie żywym pomostem.
Doktor Janusz Suszyna, podkreśla, że dawnych odmian nie powinno się traktować jak muzealiów. Wręcz przeciwnie — to zasoby genetyczne, które mogą pomagać w obliczu zmian klimatycznych, suszy, chorób. W świecie hybryd jednolitych polach, gdzie wszystko ma być szybkie, przewidywalne, odporne często na koszt smaku — Sandomierka staje się przeciwwagą: genetyczną, lokalną, zapewniającą różnorodność.
Dlaczego ta odmiana? I co z tego wynika?
Można zapytać: po co nam dawny gatunek, skoro mamy nowoczesne odmiany — szybkie, masowe, przewidywalne? Odpowiedź jest prosta, choć niełatwa: bo lokalność, genetyczne bogactwo i pamięć mają znaczenie.
Odporność i różnorodność. Dawne odmiany często mają w sobie większą adaptacyjność — mogą być mniej wrażliwe na skrajne warunki niż odmiany nowoczesne. W czasach, gdy zmiany klimatu biją w rolnictwo, taki genetyczny zapas może być ratunkiem.
Smak i tożsamość. Chleb z Sandomierki nie jest tylko produktem — to nośnik smaku i zapachu dawnych lat. To coś, co łączy rolnika, piekarza i konsumenta — w jednym bochenku jest pamięć miejsca, lokalnej tożsamości i tradycji.
Kulturowa misja. Odbudowa Sandomierki to nie tylko projekt rolniczy, ale projekt tożsamości: odzyskiwania tego, co lokalne, co może być lokalnym dobrem, nie podporządkowanym globalnym rynkom.
Synergia nauki i pasji. To, że projekt trwa, że naukowcy — tacy jak będący od samego początku z nami dr Janusz Suszyna czy wspierający nas prof. Piotr Kraska— są po stronie fundacji, pokazuje, że marzenie może żyć w dialogu z wiedzą, nie przeciwko niej.
Kiedy piszę te słowa, widzę pola — zboża szumiące opowieści naszych babć, wygładzane przez wiatr, dotykane przez słońce.
Myślę o Tobie Czytelniku i o tym, że każdy zasiew jest jak medytacja, czy modlitwa. Kiedy wkłada się ziarno w ziemię, nie do końca wiadomo, co wyrośnie. Ale nie czynimy tego w próżnię. Praca, cierpliwość, selekcja — to wszystko, co buduje przyszłość.
Z Pragi przyszły ziarna — i choć tylko garstka wykiełkowała — to zwierała ona nasiona wielkiej opowieści. To trochę jak z legendą, która wyrasta z niewielkich płomyków potrzeby, pomysłu i troski o zachowanie tego co ważne. Kontakt z Pragą, późniejsza wizyta w instytucie, negocjacje, rozmowy, wymiana — musiały być delikatne jak stare ziarno, które nam powierzono do odrodzenia. Przekazywanie genów nie jest czymś błahym. Wiąże się z ogromną odpowiedzialnością.
Wskrzeszenie Sandomierki to nie tylko zbożowy projekt. To most między przeszłością a przyszłością, między ziemią, którą znamy, a życiem, które trwało tu zawsze, które było i także dopiero się rodzi. To sygnał, że pamięć pola może być żywa, że lokalność ma prawo wejść w globalne opowieści, że chleb może być czymś więcej niż „towarem”.
Izabela Wiśniewska,
Fundacja „Sandomierka”
